Pewnego wieczora w końcu lipca 2020 nie dawał Roweromaniakowi spać jakiś dziwny chrobot dochodzący z kuchni. Myśląc że to kolejna ćma zapalił Roweromaniak światło, zernął na sufit i firanki i nic nie zobaczywszy uznał, że to coś wyniosło się przez otwarte okno. Hałas już się nie powtórzył, więc Roweromaniak spokojnie sobie zasnął. Rankiem też niczego niezwykłego w kuchni nie zauważył jednak wczesnym popołudniem gdy chciał zasłonić żaluzje zanim wejdzie do kuchni wieczorne słońce, ujrzał opalającego się na szybie (za żaluzjami) jakiegoś pasikonika o koszmarnie długich czułkach (okna w dzień były z racji upału zamknięte). Stwór stał sobie łbem na dół nieruchomo tylko czułkami omiatając okolicę, co umożliwiło Roweromaniakowi pstryknięcie mu kilku fotek. Po zebraniu dowodów winy wypchnął Roweromaniak stwora za okno i mógł podziwiać jego piękny długi na jakieś trzydzieści metrów lot - najdłuższy lot pasikonika, który kiedykolwiek widział.
| [Data utworzenia: 10 sierpnia 2020] |