Tak oto nadszedł dzień zaplanowany na pierwszy od kilku lat spacerek z więcej niż jednym biwaczkiem. Roweromaniak zapakował na bicykl biwakowe klunkry, jeście oraz zapasy okryć mających chronić go przed przepowiadanym atakiem zimy, po czym ciężko obładowany ruszył na największą poznańską stację kolejową. Tam wsiadł do odjeżdżającej przed ósmą rano bany mającej go zawieźć do stacji w Krzyżu, gdzie miał zaplanowaną przesiadkę na banę do Kostrzyna. Kolej zaplanowała aż 4 minuty na przesiadkę z ciężkim bagażem do bany stojącej na innym peronie, na który trzeba przejść kładką nad toram (są windy). Mieliśmy niewielkie spóźnienie, jednak na szczęście bana kostrzyńska poczekała na nas i odjechała dopiero 10 minut po czasie - inaczej cały plan transportu legł by w gruzach. W Kostrzynie Roweromaniak miał drugą przesiadkę, jednak tutaj czasu przewidziano sporo, bo aż minut 20, tak więc Roweromaniak dotarł do docelowej stacji w Mieszkowicach zgodnie z planem, czyli o pół do dwunastej.| [Data utworzenia: 19 marca 2026] |