Z archiwum Roweromaniaka wielkopolskiego![]() |
"Rano po" 9B0-86]Kategoria: Wyjazdy, rejon: Grodzisk - Nowy Tomyśl [Gro], Porażyn Las Autor: Stanisław Nowak, Poznań. Na licencji Creative Commons {by-nc-sa} |
| Biwaczek z przypadku. Wrzesień roku 2020 upłynął Roweromaniakowi na wojażach autobusowych międzynarodowych, wskutek czego nie był już od dłuższego czasu w lesie ani na spacerku, ani pozbierać małe co nieco grzybków, musiał więc błąd ten naprawić. Koronawirus, co właśnie w Wielkiej Polsce się rozpanoszył wykluczył wspomaganie baną, musiał więc Roweromaniak wybrać lasy nieodległe, a przy tym dość spore gdyż tłoku nie lubi. Wybór padł na nieczęsto odwiedzany rejon Grodzisk - Nowy Tomyśl, a po spojrzeniu na mapę skonkretyzował się w pomyśle wyjazdu do Porażyna. Korzystając z elektromapy zaprojektował sobie Roweromaniak trasę nieomal całkowicie omijającą drogi krajowe. W poprzednich dniach lało sakramencko więc spodziewawszy się nielichego błocka wyrychtował był Roweromaniak nieużywanego od ponad dwóch lat górala i wyruszył. Po drodze zmienił nieco trasę aby odwiedzić dawno niewidziane Źródełko Żarnowieckie, minął bokiem Buk, dojechał do Opalenicy i zdecydował się przenocować przy tak zwanym wigwamie znajdującym się niedaleko porażyńskiego pałacu. Roweromaniak pamiętał drogę do wigwamu z poprzednich wyjazdów (spał tam niegdyś), jednak drobna awaria mocowania sakw rowerowych opóźniła jazdę tak, że w lesie znalazł się dopiero podczas zapadającego zmierzchu. Ponieważ naprawa awarii wymagała wypakowania większości przewożonych klunkrów Roweromaniak zdecydował się zatrzymać przy napotkanej wiacie turystycznej, usunąć awarię, zjeść coś i dopiero później szukać noclegu. Trwało to wszystko ze dwie godziny i Roweromaniak miał okazję zauważyć, że skrzyżowanie w środku lasu, przy którym stała wiata, jest całkiem ruchliwe i na biwaczek niezbyt dogodne. W czasie obiadku zaczął kropić deszcz, zrobiło się też zupełnie ciemno. Nie mając ochoty moknąć i nie będąc pewnym odnalezienia po nocy drogi do wigwamu postanowił Roweromaniak przespać się pod zadaszoną wiatą, co też uczynił. Zgodnie z wcześniejszymi obserwacjami nocleg był zakłócany światłami i hałasem blachosmrodów, z których jeden nawet zatrzymał się świecąc reflektorami prosto w namiot. Kierowca chyba nie wierzył własnym patrzałkom: sysun odjechał dopiero po dłuższej chwili. Podjęta niechętnie decyzja o pozostaniu przy wiacie okazała się wyjątkowo trafna: gdy Roweromaniak odnalazł na drugi dzień miejsce wigwamu okazało się, iż tenże zdemontowano pozostawiając jedynie wybetonowany plac z obmurowanym miejscem na ognisko pośrodku[1]. Przypisy: Wszystkie prawa do przedstawionego zdjęcia są zastrzeżone. Sprawdź warunki uzyskania licencji. |